Terenowo na sportowo | TEST Mitsubishi Eclipse Cross

Producent zapewnia, że dorzucając końcówkę „Cross” do nazwy Eclipse stworzył samochód, który ma odmienić japońską markę. Sprawdziliśmy czy tak faktycznie się stało.

Godzina 7.55 rano, dzwoni telefon.

-Dzień dobry Panie Marcinie, przepraszam że tak wcześnie ale właśnie zwolnił nam się samochód na testy, jest Pan zainteresowany?
-Faktycznie wcześnie – jaki?
-Mitsubishi Eclipse Cross
-Bardzo chętnie, przyjadę w ciągu godziny.

Nowy model Mitsubishi był dla mnie zagadką. Jeżeli sięgniemy pamięcią , szybko zorientujemy się, że Eclipse to przecież sportowe auto. A raczej było sportowe, bo produkcji coupe zaprzestano w 2011 roku. Szkoda – obok Toytoy Celicy wspominam Eclipse’a jako najszybciej wyglądające auto podczas wieczornych popisów na parkingu pod Tesco.

Wśród tłumu Golfów TDI z 94’ oraz BMW 3 z naklejką M, kupioną na allegro – pozytywie się wyróżniał.
Eclipse Cross to najnowszy model od japońskiego producenta. Warto wiedzieć, że zbudowany został na płycie Outlandera, ale jest od niego mniejszy. W ofercie sprzedażowej mieści się pomiędzy ASX-em, a właśnie Outlanderem.

Ten mały SUV stylistycznie jest hybrydą. Przód charakterystyczny dla Mitsubishi, linia boczna całkiem ciekawa i wyróżniająca się na drodze. Ale osoba, która zaprojektowała tył pojazdu, powinna odsiedzieć swoją fantazję na karnym jeżyku. Nie przebierając w słowach, jest on najzwyczajniej w świecie brzydki. Nie pasuje. Jestem w stanie zrozumieć inspirację nadwoziem coupe, ale mamy tutaj namacalny przykład jak, wiele SUV z coupe ma wspólnego. A właściwie jak niewiele.

W środku auto jest dopracowane. Japończycy dołożyli wszelkich starań aby, wnętrze było nowoczesne a jednocześnie praktyczne. Wszystko jest dobrze spasowane i współgra ze sobą.

Na pokładzie znajdziemy takie zabawki jak m.in. kamery 360, adaptacyjny tempomat, asystenta pasa i ostatnio mój ulubiony prosty bajer – system ostrzegający o pojazdach w martwym polu. Próżno natomiast szukać… nawigacji. Konstruktorzy doszli do wniosku, że w XXI wieku to przereklamowana sprawa. Gratuluje odwagi i w pełni się zgadzam. Ostatni raz w samochodzie odpaliłem wbudowaną nawigację, kiedy przełączałem dźwięk z radia na Spotify i nacisnąłem zły przycisk. Wszyscy mamy dużo lepszą nawigację w telefonach, po co mnożyć narzędzia. Konstruktorzy – szacun za odwagę.

Skoro już tak sobie posłodziliśmy to teraz zmieńmy smaki. Powiem krótko – system multimedialny. Tak mało intuicyjnego rozwiązania dawno nie widziałem. To coś na zasadzie dotykowej płytki, z którą przez kilka dni walczyłem. Próbowałem zrozumieć jak to działa. Nadal nie wiem. Na szczęście oprócz „płytki” można dotykać zwykłego ekranu i z tej opcji korzystałem. Audio na pokładzie spełnia oczekiwania przeciętnego użytkownika. Nie jest to Harman Kardon lub inny Bose, ale do słuchania radia w drodze z pracy sprawdza się OK.

Nie można narzekać na przestrzeń wewnątrz pojazdu. Miejsca zarówno z przodu, jak i z tyłu jest sporo. Jedynym zakątkiem, który choruje na „minimalizm” jest bagażnik. Każdy, kto rozgląda się za SUVem ze sporą ilością miejsca na walizki, poczuje się zawiedziony. Standardowo mamy zaledwie 341 l. Po przesunięciu foteli tylnej kanapy uzyskamy 448 l. Dla porównania w Skodzie Karoq znajdziemy 521 l.

Prowadzenie Eclipse Crossa to dobrze układająca się współpraca między kierowcą a samochodem. Przyzwoicie trzyma się drogi. Czuć w nim ten sportowy pazur, który planowali konstruktorzy. W dużym skrócie to takie uczucie, jakbyście prowadzili coupe z wyższym zawieszeniem. Chociaż zdarzają się sytuacje, że podczas wchodzenia w zakręty traci przyczepność.

Czy rynek dobrze przyjmie nowego Japończyka?

Mitsubishi twierdzi, że głównymi rywalami Eclipse’a na rynku będzie VW Tiguan oraz Mazda CX-5.  Polski cennik otwiera kwota 93 990 zł za Eclipse Cross w wersji Inform. W elementach wyposażenia znajdziemy: automatyczną klimatyzację, 16 0 calowe felgi aluminiowe, 7 poduszek czy światła LED. Producent podkreśla, że i tak jest sporo tańszy od konkurencji. Volkswagen Tiguan 1.4 150 KM w wersji Trendline kosztuje delikatnie ponad 100 tys. zł a Mazda CX-5 2.0 SkyGo 95.5 tys. zł.

Producenci o nowym modelu w stacji Mitsubishi powiedzieli: „Chcieliśmy stworzyć samochód o sportowym wyglądzie, ale nie sportowy”. Jak na moje oko – udało się. Jeżeli dodamy do tego, charakterystyczny tył pojazdu, jako element wyjątkowo przyciągający fanów marki – to auto odnajdzie swoich zwolenników. Może to właśnie SUV skrojony wprost dla Was?

Marcin Łukasik

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *