Król kontrastów | TEST Lexus IS300h

Niemalże za każdym razem, kiedy na ulicy mijał mnie Lexus IS300, serce zaczynało bić mocniej. Chyba nie zdradzę zbyt wiele, jeżeli powiem, że moim zdaniem to prawdziwy wizualny majstersztyk, ale jednocześnie nigdy wcześniej nie siedziałem za jego kierownicą czy nawet w środku. Czy po przejechaniu prawie 1000 kilometrów moje serce bije dla niego tak samo mocno? 

Wygląd

Z zewnątrz Lexus IS300h wygląda sportowo, rasowo, niekonwencjonalnie. Stylistka pojazdu to jego niepodważalny plus. Zgrabnie poprowadzona linia boczna w połączeniu z tylnymi reflektorami sprawia wrażenie lekkości oraz dodaje wyraźnej dynamiki. Patrząc mu głęboko w oczy, początkowo miałem wrażenie, że Japończycy przekombinowali. Natomiast z każdym kolejnym spojrzeniem, auto samo utwierdzało mnie w przekonaniu, że żadna kreska nie jest tutaj przypadkowa. Wizualnymi zaletami IS300h mógłbym zachwycać się bez końca. Bez wahania stawiam butelkę czegoś dobrego całej ekipie projektantów.

Wnętrze

Wsiadamy do środka i w jednej sekundzie czar pryska. Lexus IS300h z zewnątrz jest turbo nowoczesny. W środku wygląda, jakby projektowali go Flinstonowie. O gustach się nie dyskutuje, więc nie będę tutaj rozpisywał się na temat doboru kolorów czy materiałów. Sprawdźmy fakty. Ci sami projektanci od pięknych linii bocznych totalnie nie pomyśleli o klientach z Europy. Mając 170 cm wzrostu, nie miałem problemu z miejscem w środku, ale moi koledzy o 10 cm wyżsi już tak. Nie brakuje jedynie przestrzeni, ale również schowków.

Mówiąc zabawnie, w środku nie da się nic ukryć – bo wyraźnie brakuje na to miejsca. Zwracając uwagę na detale, dodam – wsiadając za kierownicę, nie znajdziemy rozsądnego miejsca na położenie telefonu. System operacyjny to kolejny rozdział powieści pt. „Informatyka z czasów króla Kazimierza”. Powiedzmy, że może nawet jest intuicyjny, ale rozdzielczość ekranu rodem z pierwszych smartfonów po prostu nie przystaje marce premium. Obiecałem nie dyskutować o gustach, dlatego dodam tylko jedno zdanie. Kamera cofania, w której ledwo można odróżnić człowieka od słupa, jest prawdziwą „truskawką na torcie” tego wnętrza.

Wrażenia z jazdy

Za kierownicą Lexusa, jak to śpiewał artysta, „przemierzyłem cały kraj”. No dobra pół. Z Warszawy do Zakopanego. IS300h to bardzo świadoma konstrukcyjna hybryda. Jako sportowy sedan w trasie dostarcza nam sporą dawkę komfortu. Jest na tyle kompaktowy, by nie męczyć kierowcy w zatłoczonym mieście i wystarczająco lekki, by cieszyć jazdą krętymi górskimi drogami. Sterowność i trzymanie się drogi to bardzo mocne plusy IS300h. Ten samochód zachęca do szybkiej jazdy, ale jednocześnie mam wrażenie, że to jedna z najlepszych hybryd na rynku – która skutecznie hamuje nasze nieekologiczne zapędy. Kiedy bez werwy w bucie naciskasz pedał gazu, działa precyzyjnie i bardzo płynnie. Nawet nie wiesz, kiedy włącza się silnik spalinowy. Ale jeśli najdzie Cię ochota na dodatkową porcję wrażeń – silnik spalinowy świetnie spełni Twoje oczekiwania i płynnie podniesie obroty silnika.

 

Przełączając tryby jazdy, również zauważymy ciekawą zmianę w zegarach. W trybie eko, zamiast klasycznego obrotomierza, mamy wskaźnik ekonomicznej jazdy. System pokazuje nam, jak dużo kilometrów udało nam się zaoszczędzić dzięki rozsądnej zabawie pedałem gazu. Przeskakując w tryb sportowy, zegary wracają do klasycznych ustawień, ale niestety również głośniki przypominają o swoim istnieniu. Ja wiem, że dźwięk silnika wspomagany audio w dzisiejszej motoryzacji to już niemalże standard. Ale to rozwiązanie samo prosi o korektę. Przyznaję, na początku, kiedy przy pokonywaniu zakrętów, dodając gazu, słyszałem sztuczne mruczenie silnika, nawet byłem podjarany. Ale już po 400 kilometrach, szukałem w ustawieniach, jak to wyłączyć.

Podsumowanie 

Lexus IS300h na rynku nie ma łatwo. Bardzo mocna konkurencja w postaci BMW 3, Audi A4 i Mercedesa klasy C nie śpi. Japoński producent konsekwentnie od lat promuje rozwiązania hybrydowe i to jest sposób na wyłonienie się z chmury oparów silników spalinowych. Lexus IS 300h to auto, które wzbudza emocje, ale równolegle namawia nas to zadowolenia z kiepskich rozwiązań. W moich snach widzę konsekwentnego Lexusa, który zarówno na zewnątrz, jak i w środku będzie symbolem nowoczesnej Japońskiej motoryzacji. 

Przyznam z ręką na sercu, że dawno żaden z testowanych samochodów tak długo nie dawał spokoju moim myślom. Lexus IS300h to nie jest auto dla każdego, ale na moje oko łatwo się z nim zaprzyjaźnić pod warunkiem, że przymknie się drugie na delikatne niedociągnięcia. 

Marcin Łukasik

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *