Jak się jeździ limitowanym Rolls Royce’m? | TEST Wraith Luminary

Scroll this

Wyobraźcie sobie najwygodniejszy fotel, w jakim w życiu siedzieliście. Do tego ulubioną muzykę i zapach. Nawet jeżeli nie ma go w katalogu, to Rolls-Royce jest w stanie zrobić wszystko, żeby Wam go dostarczyć. W tak luksusowym aucie jeszcze na blogu nie siedzieliśmy. O tym, jak przywiozłem do Polski ostatniego limitowanego Rolls Royce’a, pisałem tutaj. Teraz czas sprawdzić, jak się nim jeździ.

To na początek…

trochę historii. Wraith Luminary to model, który ma pokazać, że marka idzie z duchem czasu. To coupe stworzone na bazie Ghosta – co ciekawe, oba modele mają podstawę od BMW 7. Zabawne, że samochód, który ma 5 metrów długości i prawie 2 szerokości, zaparkowany obok flagowego Phantoma, wygląda jak resorak.

Wnętrze to prawdziwa mekka luksusu i detali. Wiem, że tak można powiedzieć o prawie każdym nowym Mercedesie / BMW / Volvo / Porsche itd. Tylko że Rolls-Royce jest dwa piętra wyżej. Siedząc za kierownicą, widzimy trzy zegary: tradycyjny prędkościomierz, stan paliwa oraz… wskaźnik rezerwy mocy. Jadąc lokalną drogą 80 km/h „pod butem”, spokojnie mamy jeszcze 85-95% gotowych do startu koni mechanicznych. System multimedialny przypomina ten z BMW, ale jest zdecydowanie bardziej dystyngowany. Projektanci skutecznie „ukrywają technologię”. Oczywiście mamy tutaj dostęp np. do nawigacji, ale jednym przyciskiem możemy zamknąć ekran.

Z kategorii ciekawostek polecam jeszcze rozdział „dywaniki”. Zrobione są z wełny specjalnej odmiany amerykańskich owiec – podobno żadne inne nie mają tak gęstej sierści. Oczywiście wszystko w trosce o niemożliwie miękkie i przyjemne w dotyku dywaniki. Każdy z podróżujących może stworzyć własną strefę klimatyczną. Oznacza to, że siedząc za kierowcą, możemy ustawić sobie 25 stopni w górnej i 19 w naszej dolnej strefie – pasażer obok może ustawić całkowicie odwrotnie. Najlepszym dowodem na to, że Rolls-Royce dba o poczucie luksusu, jest drobny napis na nawiewie – można ustawić go jako „soft”. Komfort podróży przekracza skalę, a wisienką na torcie jest podsufitka. Ręcznie robiona iluminacja nieba wraz ze spadającymi gwiazdami to prawdziwy majstersztyk, ale do tego wątku jeszcze wrócimy.

No dobrze, ale co pod maską?

Silnik V12. 6.6 litra pojemności. 625 KM, a największą przyjemność z jazdy odczuwamy, jadąc zgodnie z przepisami. Tak, to prawda. Rolls-Royce Wraith mimo bycia coupe najbardziej zachęca do powolnej jazdy, dzięki której możemy się delektować każdą chwilą spędzoną za kierownicą. Co ciekawe, to taki model, który łączy w sobie poziom dystyngowanej marki, a jednocześnie zachęca, abyśmy to my prowadzili, a nie szofer. Spalanie w trasie to 12/14l na 100 KM, co uważam za niesamowicie niski wynik przy takim silniku. Przy dynamicznej jeździe po mieście udało mi się dobić do 25l/100 KM. Wspomniana wcześniej ukryta technologia pomaga nam planować podróż również pod względem ekonomicznym. Ustawiając cel w nawigacji, otrzymamy kilka możliwych tras.

Każda z nich z wyszczególnionym czasem podróży oraz adnotacją dotyczącą spalania. Możemy wybrać szybszą, ale dłuższą trasę i zostaniemy poinformowani, że spalimy 17 % więcej benzyny. Niesamowitym procesem dla mnie była jazda właśnie z ustawioną nawigacją. Kiedy samochód wie, że za 100m jest ostry zakręt – automatycznie redukuje biegi. Wszystko dzieje się tak płynnie, że trzeba się skupić, aby ten proces dostrzec – ale tak, tak się dzieje.

Misja nr 1 – personalizacja

Rolls-Royce to marka, dla której w moim odczuciu zadaniem nr 1 jest personalizacja. Linia boczna pojazdu, tzw. coachline, malowana jest ręcznie. W Goodwood jest jeden facet, który ręcznie maluje linie specjalnym pędzelkiem. To nie jest żadna naklejka. Jak opowiadał nam Mark Tiemann, jedna linia to około trzech godzin pracy. Wyobraźcie sobie, że katalogowo możemy wybrać samochód w jednym z 14 standardowych kolorów oraz – UWAGA – 43 986 barw, które możemy dobrać. Eksperci w fabryce na nasze życzenie zeskanują ulubiony kaszkiet i na jego podstawie „wymieszają” nasz kolor. Program bespoke, czyli program personalizacji pojazdu, zakłada praktycznie nielimitowane rozwiązania. Na przykład jeden z klientów w wersji Luminary chciał mieć na podsufitce gwieździste niebo dokładnie w takim układzie, jaki był w dniu jego narodzin. Kolejny zamówił kosz piknikowy idealnie pasujący do bagażnika Rolls-Royce’a. Na szczęście później zgodził się na jego opatentowanie i teraz każdy może taki kosz dokupić za jedyne 15 000 euro.

Kto kupuje Rolls-Royce’a?

Trudno powiedzieć. Wielu właścicieli wie, że tak naprawdę nie potrzebuje tego samochodu, ale jednocześnie marka też jest w pełni świadoma, że ich auta to coś więcej. To jakby nagroda. Dzięki najwyższemu poziomowi personalizacji można kupić je jako prezent. Jako nagrodę dla samego siebie za sukces firmy. Jedno jest pewne. W tym aucie poczujemy się wyjątkowo. Napiszę więcej.
Zarówno producent, jak i klient grają w tym przypadku do jednej bramki – kiedy siadasz za kierownicą, czujesz się najważniejszy.

Marcin Łukasik

Wraith Luminary

67%

Wynik ogólny

  • Dobry
  • Szybki
  • Komfortowy
  • Dużo pali
  • Za cichy
  • Ma mało miejsca z tyłu
  • #1st - 50%
    50%
  • #2nd - 87%
    87%
  • #3th - 78%
    78%
  • #4th - 63%
    63%
  • #5th - 57%
    57%
Ocena czytelników
(2 ocen)
Sending