Jak na co dzień jeździ się McLarena’em 570S?

Scroll this

W dzieciństwie zawsze marzyłem o dużych pieniądzach, domu z basenem i sportowym samochodzie w garażu. Dwa pierwsze marzenia pozostają wciąż aktualne, a trzecie udało mi się spełnić na jeden dzień. Jak to jest jeździć McLarenem na co dzień? 

570S to model, który pojawił się na rynku stosunkowo niedawno bo w 2015 roku. Pochodzi on z tak zwanej sportowej serii producenta i jak dziwnie by to nie brzmiało – to modele najbardziej przyziemne. Według założeń to właśnie ta seria, ma dotrzeć do szerszej grupy odbiorców – dzięki większemu naciskowi po prostu na przyjazne użytkowanie sportowego auta na co dzień. 

Wizualnie nie wiem czy jest się nad czym rozpisywać. Mclaren przyciąga wzrok każdego z przechodniów. Tak każdego. Obserwowałem reakcje sąsiadów i nawet Ci najbardziej obojętni na motoryzację, zwrócili uwagę na 570S. Linia samochodu jest możliwie zoptymalizowana, żeby redukować opór powietrza – jak na sportowe auto przystało. Na uwagę zasługują charakterystyczne drzwi otwierane do góry. Przyznaję, wsiadanie nie należy do najłatwiejszych czynności, ale z czasem idzie się przyzwyczaić ale za to efektywności tej czynności na parkingu to kolejne +100 do widowiskowości. 

Praktyczne na co dzień? 

Jeżeli w ogóle można użyć słów „praktyczne” i „Mclaren” w jednym zdaniu to faktycznie model 570S puszcza oko do kierowców, którzy chcieliby pojeździć nim do pracy i odebrać dziecko z przedszkola. Bagażnik umiejscowiony z przodu akurat zmieści rakietę do tenisa i małą torbę sportową. Sporym udogodnieniem jest podnoszony przód aż o 4 centymetry, dzięki temu rozwiązaniu możemy bezpiecznie wjechać na jakikolwiek krawężnik. Jak na sportowe auto przystało mamy tutaj elektrohydrauliczne wspomaganie, które świetnie sprawdza się przy wyższych prędkościach, jednak podczas manewrowania na parkingu wymaga on nas nieco więcej pary w rękach. Co ciekawe producent zapewnia, że to auto w cyklu mieszanym powinno palić 10,7 litra… a przypomnijmy co mamy pod maską? 

Silnik o pojemności 3,8 litra V8 z podwójnym doładowaniem generujący 570 koni mechanicznych, rozpędzający się w 3,2 sekundy do setki i to jeden z najsłabszych modeli producenta. Warto dodać, że filozofią Mclarena są lekkie konstrukcje z zastosowaniem zaawansowanych technologii wyścigowych i to czuć. W żadnym innym samochodzie tak bardzo nie chciało mi się szaleć. Pierwszy raz miałem poczucie pełnej kontroli nad mocą pod maską – a w zasadzie za plecami. Układ kierowniczy jest tak bezpośredni, że wszelkie nierówności czujemy niemalże natychmiast. Nie ma tutaj mowy o trzymaniu kierownicy tylko jedną ręką. Mimo gigantycznej mocy i sporej pojemności silnika wydech bardziej syczy niż bulgocze. To typowa rajdówka. Tutaj nie pojeździmy z prędkością 30 km po mieście mrucząc wydechem. 

Do dyspozycji mamy kilka trybów jazdy. Przełączając na ten najbardziej sportowy „truck”, dane wyświetlane na ekranie wyglądają trochę jak w grze komputerowej. 

Wrażenia z jazdy?

Genialne! To auto, które słucha się kierowcy jak żadne inne. 
Cena? Taki wóz kosztuje 1,2 miliona złotych.
Czy warto? Na kilka godzin bądź dni napewno. Mclaren to nic innego jak po prostu spełnienie marzeń. Jeżeli tylko kiedyś będziecie mieli okazję, wsiąść, przejechać się czy poprowadzić – musicie z niej skorzystać! 

Marcin Łukasik

Ocena czytelników
(0 ocen)
Sending