Czy to już klasa premium? | TEST KIA Stinger GT

Stinger GT to wyraźny pierwszy krok koreańskiego producenta w kierunku motoryzacyjnej klasy premium. KIA podjęła odważną próbę udowodnienia konkurencji, że jest w stanie stworzyć 370-konnego smoka, obok którego trudno przejść obojętnie. Jedni go chwalą, inni piętnują. Postanowiłem sam sprawdzić, jak jest naprawdę. Przed Wami KIA Stinger w topowej wersji GT 3.3 V6. 

Wygląd

Muszę Was zmartwić. Na żywo wygląda jeszcze lepiej niż na zdjęciach. Nie brakuje nowoczesności i polotu. Całość w wersji GT doprawiona jest licznymi wlotami powietrza, wyraźnymi obręczami 19-calowym kół oraz kolorowymi zaciskami hamulców. Linia nadwozia bardzo dobitnie oddaje sportowy charakter modelu, a kształt bagażnika imitujący minispojler przypieczętowuje całość. Mam wrażenie, że ten samochód lubi odważne kolory. Odcień testowanego egzemplarza całkowicie przypadł mi do gustu. Na żywo widziałem jeszcze czerwony (High Chroma Red) oraz dosłownie kilka dni temu… żółty.

Wnętrze 

Środek podtrzymuje sportowego ducha Stingera. Nie mamy tutaj może dużo miejsca na gimnastykę, ale dzięki temu wnętrze sprawia wrażenie nieco rajdowej przestrzeni, która trzyma nas stabilnie podczas pokonywania szybkich zakrętów. Siedząc w środku, aż człowiek chce powiedzieć „jest tu jakby luksusowo”. Producenci zadbali o wiele detali. Mnóstwo elementów wykonanych jest z wysokiej jakości materiałów. Pojawia się np. zamsz na słupkach czy podsufitce. Niestety możemy dostrzec tworzywo sztuczne, które trochę odstaje od standardów klasy premium. Widać tutaj inspirację Audi czy Mercedesem. O minę smutnej pandy przyprawia również system multimedialny. Nie dość, że wyświetlacz nie jest największych rozmiarów, to jeszcze jego obsługa pozostawia wiele do życzenia. 

Wrażenia z jazdy 

Stinger dostępny jest w 3 wersjach silnikowych. Benzynowy motor 2.0 o mocy 255 KM, silnik wysokoprężny 2.2 CRDi, który generuje 200 KM oraz topowa odmiana GT. Po plecach aż przechodzą mnie dreszcze, kiedy piszę „KIA i sześciocylindrowa jednostka benzynowa 3.3, z której wyciągamy 370 KM” w jednym zdaniu. 

W praktyce KIA Stinger GT pozytywnie zaskakuje w każdym aspekcie prowadzenia poza jednym. Niczym w Mercedesie mamy tutaj do wyboru aż 5 trybów jazdy: Smart, Eco, Comfort, Sport i Sport+. Nie różnią się one tylko nazwą, ale realnie zmieniają ustawienia samochodu, zależnie od potrzeby kierowcy. W trybie Sport+ wyłączany jest system stabilizacji toru jazdy i za kierownicą można poczuć potężny zastrzyk emocji. 

Stinger GT dobrze radzi sobie zarówno w trasie, jak i na krótszych miejskich odcinkach. Przyznam, że moje plecy nieznacznie odczuły jego stosunkowo sztywne zawieszenie (nawet w trybie ECO). Pisałem, że auto pozytywnie zaskakuje poza jednym elementem? Tak! Jest ciche. Mając ponad 3-litrowy silnik i tak dynamicznie wyglądający samochód, aż chce się „zawarczeć” na światłach. W Stingerze to niestety niemożliwe. Dźwięk w kabinie generowany jest z głośników, a na zewnątrz słychać tylko delikatny podmuch wiatru z rury. 

Początkowo myślałem, że takie zagranie pomoże nam zredukować spalanie. Otóż również nie. Kierowca Stingera może zaprzyjaźnić się z pracownikami stacji benzynowych. Zbiornik o pojemności 60l i moje średnie spalanie na poziomie 15-16l/100 km oznacza, że mniej więcej co 350-400 kilometrów będziemy musieli zatankować. 

Cena i podsumowanie 

Katalogowo KIA Stinger GT zaczyna się od 234 900 zł. Warto wspomnieć, że w tej cenie mamy auto już bardzo bogato wyposażone. W kontekście marki prawie ćwierć miliona za KIA może szokować, ale to nadal sporo mniej niż konkurencyjne modele z takimi osiągami. Nowy model od koreańskiego producenta na wielu płaszczyznach nie ma się czego wstydzić. Stinger GT to auto zaprojektowane z rozmachem, a jak dowiedziałem się od samych pracowników KIA, producent nie ma żadnych oczekiwań wobec liczby sprzedanych egzemplarzy. Może oznaczać to, że KIA rozpoczęła odważny proces zmiany postrzegania marki. Pozostaje mi trzymać kciuki, bo z pewnością będzie to długa przeprawa, ale jadąc takim modelem jak Stinger GT, śmiało można powiedzieć jak nasi sąsiedzi zza oceanu: „enjoy the ride KIA”.

Marcin Łukasik

ZDJĘCIA : Artur Voshack

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *