Czy Skoda musi być nudna? | Kodiaq 2.0 TDI 190 4×4 DSG Style | TEST

Skoda często kojarzy się z autem przeciętnym, tanim i nudnym. Niemniej jednak jej konstruktorzy z roku na rok udowadniają, że czeskie samochody mogą mieć duszę. Coś więcej niż cztery koła i silnik. Coś, co sprawia, że zamykając samochód, odwracamy się, by spojrzeć, czy aby na pewno stoi. Czy wielka bryła Skody Kodiaq ma duszę w standardzie?

Wygląd 

Na pierwszy rzut oka widać, że SUV od Skody to nieprzeciętnie duży samochód. Rozmiarem pokonuje testowanego przeze mnie jakiś czas temu Renault Koleosa — swoją drogą bardzo udany model. Stylistyka nie jest tutaj może jakąś petardą, ale przy rozmiarach godnych pojazdu nadającego się na foodtracka proste linie zdają egzamin. Pamiętajmy o tym, że czeski producent raczej nie może wypuścić pojazdu wyglądającego jak z fabryki Tesli, ale limit szaleństwa wykorzystał tu do maksimum. Stworzył samochód, który totalnie nie jest nudny. 

Wnętrze 

Często możemy spotkać samochody, które z zewnątrz wyglądają jak wagon towarowy, a w środku ledwo mieszczą cztery osoby. Skoda jest konsekwentna. Wymiary bryły mają wyraźne odzwierciedlenie wewnątrz pojazdu. Nie zabraknie przestrzeni na nogi, kolana, głowę, toczek jeździecki czy buty snowboardowe. Mam nawet wrażenie, że to idealny pojazd do nagrywania wyzwań na YouTube, np. odcinek pt. „Ile osób może zmieścić się w jednym aucie?”. Oprócz niemalże nieograniczonej przestrzeni czeka na nas prawdziwy hołd dla praktycznych rozwiązań. Spotkamy tutaj znany z Superba patent z parasolkami w drzwiach kierowcy i pasażera oraz sporą liczbę schowków. Podobnie jak na zewnątrz nie ma tutaj żadnych sensacji, ale chyba nikt ich specjalnie nie oczekiwał. Całość wykonana jest z wytrzymałych i przyjemnych w dotyku materiałów. Skoro już tak ostro podniecam się rozmiarami… muszę wspomnieć o bagażniku. Napiszę drukowanymi — 640 LITRÓW. Po złożeniu foteli jego pojemność przekracza dwa tysiące litrów. Śmiało można transportować słonia z rodziną. 

Wrażenia z jazdy 

W testowanym egzemplarzu miałem do dyspozycji 19-calowe felgi, napęd na 4 koła oraz 190 KM pod maską. Poruszając się po mieście, zawieszenie oraz opony od razu nawiązują nić porozumienia z każdym leżącym policjantem, dziurą i wyższym krawężnikiem. Bez najmniejszych problemów pokonują małe miejskie wyboje. Przy pokonywaniu zakrętów miałem wrażenie, że zaraz się przewrócimy. Trudno narzekać na przyczepność, ale w niektórych sytuacjach zawieszenie pracuje zbyt miękko. Pracę 7-biegowej skrzyni DSG zaliczyłbym do poprawnych. Warto pamiętać o wysokoprężnej jednostce pod maską, którą po prostu słychać. Na zimnym silniku zabawnie terkocze, potem wraz ze wzrostem temperatury i prędkości silnik może nie wyje, ale mruczy. Jeżeli o coś mogę się przyczepić do Kodiaqa, to o wygłuszenie. W środku jest po prostu głośno. Największy SUV od Skody nie jest również demonem prędkości. Nic dziwnego — 190 KM dla auta, które waży ponad 2 tony, to, powiedziałbym, optymalne rozwiązanie, ale nie oczekujmy tutaj wrażeń rodem z jazdy gokartem. Ma to również swoje plusy, a dokładnie jeden. Ten plus to spalanie. Pokonując trasę Warszawa-Łódź, udało mi się zejść do 7 litrów. Jeżdżąc po mieście, Kodiaq wypije od 10 do 12 litrów — wszystko zależy od tego, jak ciężką nogę ma kierowca. To kolejny praktyczny element. 

Cena

Idealnym synonimem do „Skoda” jest „najlepszy stosunek jakości do ceny”. Kodiaqa z silnikiem benzynowym 1.4 TSI w wersji Active kupimy już za nieco ponad 90 tys. zł. Testowany egzemplarz katalogowo kosztuje nieco ponad 200 tys. zł, ponieważ miałem do czynienia z najbogatszą odmianą – Style – wzbogaconą o wiele elementów za dodatkowe 50 tysięcy. Z tego wyposażenie to dodatkowe 50 tysięcy – podstawowy Style z tym silnikiem wymaga zostawienia w salonie 154 250 zł. Dla porównania: fani motoryzacji z Wielkiej Brytanii w tej cenie mogą kupić podstawową wersję Land Rovera Discovery Sport. Problem polega tylko na tym, że Kodiaq jest wyposażony po zęby, a w Land Roverze każdy dodatkowy gadżet to połowa ceny kolejnego Kodiaqa. 

Podsumowanie 

Czy Skoda Kodiaq to samochód z duszą? Nie do końca. To porządnie wykonane auto, które swoim wyglądem nie odstrasza, ale próżno szukać tutaj szaleństwa. Jeżeli potrzebujesz auta maksymalnie praktycznego i nie musisz mieć na masce znaczka Audi, BMW czy Mercedesa, to Kodiaq jest dla Ciebie. 

Marcin Łukasik

FOTO: Voshack

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *