110% frajdy z jazdy | TEST MAZDA MX-5

Scroll this


To był piękny tydzień. Ostatni tydzień wakacji, ciepła i słoneczna końcówka sierpnia. W powietrzu wyczuwalne napięcie przed początkiem września. Nowe sezony, nowe ramówki, rok szkolny… a ja jeździłem autem, które dostarcza kierowcy frajdy bez żadnych limitów, a kiedy dodatkowo chcesz podkręcić emocje, dodajesz gazu albo otwierasz dach. 

Wygląd

Czy to jeden z tych samochodów, o którym można napisać, że praktycznie się nie zmieniają i jednocześnie zaliczyć to na duży plus? Zdecydowanie tak! Mazda MX-5 pozostaje wierna swoim pierwowzorom. Pamiętajmy jednak, że każda jej kolejna generacja ma wysoko zawieszoną poprzeczkę, bo przypomnę, że w roku 2000 model ten został ogłoszony najlepiej sprzedającym się autem dwumiejscowym w historii. Konstruktorom należą się brawa za odważne, zdecydowane linie nadwozia. Przednie reflektory tylko dodają agresywnego smaku całości. Z przymrużeniem oka można powiedzieć, że auto wygląda jak wycięte mieczem samurajskim. 

Wnętrze

Wersja RF oferuje nam pełną pogodową niezależność. Twardy chowany dach to nie tylko możliwość jazdy (niemalże) w każdym warunkach, ale także dodatkowy plus wizualny. Jakby to nie zabrzmiało – moim zdaniem twardy wygląda lepiej niż miękki. MX-5 w środku zapewnia nam to, do czego roadstery nas przyzwyczaiły. Wnętrze jest maksymalnie uproszczone. Wyraźnym ukłonem w stronę funkcjonalności są schowki na portfel, telefon, klucze.

Zacząłem z nich korzystać po tym, jak kilkukrotnie podczas przyspieszania kluczyki wpadły mi pod fotel. Za kierownicą czujemy się jak w rasowej wyścigówce. To też jeden z tych pojazdów, do których to kierowca musi się dostosować, ale po kilku kilometrach przyjemność z jazdy czerpiemy już pełnymi garściami. 

Ale jak to jeździ? 

Jak to mówił Robert Janowski „po jednej nutce” – świetnie. To samochód, który dostarcza kierowcy nieograniczoną frajdę z jazdy. Zawieszenie nawet przy najmniejszych wybojach nie robi wyjątków i twardo podrzuca nas na fotelu, ale za to piekielnie skutecznie trzyma się drogi. To chyba pierwszy samochód, z testowanych przeze mnie, który aż tak mocno i wyraźnie się czuje. Kontakt na linii pojazd-kierowca jest wręcz 1:1. Ciepła wakacyjna noc w mieście to warunki idealnie skrojone pod jazdę Mazdą. Otwieramy dach i czujemy, jak wiatr przyjemnie podkręca nasze doznania do maksimum. Żałuje, że nie miałem okazji pojeździć po górskich serpentynach, bo w tym modelu do każdego zakrętu wręcz się przytulamy. 

Ile trzeba zapłacić, żeby stało w moim garażu? 

Za najtańszą wersję MX-5 1.5 131 KM z miękkim dachem musimy zapłacić niecałe 90 000 zł.
Wersja RF zaczyna się od 100 900 zł, a kiedy dorzucimy jeszcze silnik 2.0 – 107 900 zł. Co ciekawe, w Polsce najlepiej sprzedaje się ta najbardziej wypasiona wersja – czyli taka jak egzemplarz testowy.

Koszt minimalny modelu, który podziwiamy na zdjęciach, to 124 900 zł, choć oczywiście możemy dokupić coś jeszcze, jak choćby nawigację czy lakier metalik. Dla konkurencji brzmi to jak najniższa nota od jurorów w „Tańcu z gwiazdami”, dla producentów jak zwycięstwo w całej edycji, ale… Mazda MX-5 nie ma konkurencji. Za podobne pieniądze z roadsterów możemy kupić tylko Fiata 124 Spider.
MX-5 to auto, które dostarcza nam 110% frajdy z jazdy, nie prosząc o wiele w zamian.

Marcin Łukasik

 

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *